Czarne Xięstwo

Pną się we mnie czarne kwiaty -

złote kwiaty,

krwawe kwiaty.

Nim Adonai przeklął Kainowe plemię,

wirowały już te światy

w ogniach Mocy i Tronów -

i z kryształowych dzwonów

płynęły w rajskich melodiach na ziemię.

Ach, moich szaleństw złowieszcze bachmaty

wichrem spadających komet

uniosły mię w zamek Chimery -

gdzie na krzyżach rozpięte

ciała męczonych Andromed

i niemych Sfingów twarze wniebowzięte.

(... fosforycznie przyświecają

w studniach głębokich -

jednookich

olbrzymów do się zapraszają...)

Na rubinowym szczycie, oplątana w liany

zodiaków i w sennych mgławic protosfery -

ta Jeruzalem piekielna.

Jako płonące świeczniki

żarzą się wichrem rozszumione cedry.

Wśród kolumn czarnych olbrzymiej katedry

zaklęta postać leży Bereniki.

(...a hymn jej grają

zimowe bezdroża -

a skrzydła nad nią roztaczają

Samumy...)

Orland szalony

Kwiat purpurowy marznie w lodowni
w upiornych snach -
dusza się błąka z zarzewiem głowni,
by odgnać strach.

Tam - na Golgoty krzyżu zawisnął
skrwawiony kruk -
harfa gra cicho - skrzydłami błysnął -
u Jego nóg.
A więc ty dziki śmiechu zwątpienia
składasz Mu łzy?
lecz to kość ludzką gryzły wśród cienia
zgłodniałe psy.

Lucifer

Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,
lecący z jękiem w dal - jak głuchy dzwon północy -
ja w mrokach gór zapalam czerwień zorzy
iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy.

Ja komet król - a duch się we mnie wichrzy
Jak pył pustyni w zwiewną piramidę -
ja piorun burz - a od grobowca cichszy
mogił swych kryję trupiość i ohydę.

Ja - otchłań tęcz - a płakałbym nad sobą
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach -
jam blask wulkanów - a w błotnych nizinach
idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.

Na harfach morze gra - kłębi się rajów pożoga -
i słońce - mój wróg słońce! wschodzi wielbiąc Boga.