Zbyt pięknie

Ach ten długi weekend pierwszo majowy. Bogowie łaskawi zesłali na ludzi cud, miód pogodę. Może troszeczkę przeholowaną nie występowaniem deszczu i prawdopodobną suszą, ale od zawsze wiadomo, że ludziom nie dogodzi. Wszak nawet w raju musieli podskoczyć i dać się wysiudać za bramę. No, ale cóż, tak już maja. To najprawdopodobniej sprawka Lokiego, ale nikt mu nigdy tego nie udowodnił...wracając jednak do ludzi i tego przepięknego weekendowego popołudnia dnia trzeciego, miesiąca bieżącego.
Dwaj najserdeczniejsi przyjaciele Paweł i Piotrek wybrali się nad jezioro by łajbą pokołysać się wśród fal. Dobrnęli na miejsce zacumowania, załadowali browarka i wypłynęli. Obowiązkami galernika dzielili się równo. Raz jeden raz drugi. Pogoda była naprawdę cudowna. Dogrzewające pełne słońce zawieszone wysoko na niebie, błękitne niebo prawie w ogóle niepoprzecinane chmurami, na którym tylko widniał jeszcze ślad po samolocie oraz migotające sylwetki frywolnie fruwających ptic. Ludzie wylegujący się na plaży, biegające za psem i piłką dzieci, robiące przy okazji sporo rumoru, pływające dzikie kaczki raz, po raz zrywające się do lotu, po to tylko by przenieść się parę metrów dalej. Sennie szumiąca woda i któryś browarek z rzędu sprawiły, że chłopaki zapadli w przepyszną drzemkę na łódeczce.
Paweł zbudził się pierwszy. Dokończył butlę, zerknął na śpiącego kompana, znali się przecież tyle lat, tak wiele razem osiągnęli. Wspólnie bawili się w piaskownicy, wymieniali się autkami, kapslami, gumą do żucia. Razem zapijali tęczową wodę z kałuży, razem odpadli z naboru do szkółki piłkarskiej...zawsze razem. Jak żwirek z muchomorkiem, jak Dipsy i Po, Shrek i osioł, Roman i Andrzej. Nierozłączni. Podstawówka, technikum, knajpa, burdel, normalnie do znudzenia. Nic nie było w stanie ich zaskoczyć czy podzielić. Tak, więc Krystyna patrzy tak na całkowicie bezbronnego swego najulubieńszego przyjaciela, po czym schyla się na moment, bierze w dłoń wiosło i jak nie zdzieli kumpla w łeb. Łup, łup, łup. Patrzy i podoba mu się to, co widzi, jak bezwładnie ziomal podskakuje na środku jeziorka. Teraz kilka salw w ten wielgachny bandzioch i gościu znowu kuli się i rozkuła, do tego piszcząc, kwicząc, plując, kaszląc i wykonując jeszcze przy tym kilka innych zupełnie nie adekwatnych do zdarzenia czynności. W końcu zmęczywszy się (i złamawszy to chrzanione wiosło) Paweł daje chłopakowi czas na złapanie oddechu i takie tam. Po wypluciu paru zębów, zaplamieniu t-shirta w barwach AC Milanu, koleś poddźwiguje się na obolałych ramionach i cedzi przez zęby (resztki znaczy), a krew wesoło ścieka mu ze wszystkich otworów na paszczy:
- No, ale dlaczego? No, za co no?! – To ostatnie prawie wykrzyczał.
A kolega zerknął nań, z lekka rozejrzał się dookoła i odpowiada:
- Coś tu kurwa zbyt pięknie było.

Bajka

Chcesz? Opowiem Ci bajeczkę. Bajka będzie długa.

Chcę byś zamknął oczy, Już? Dobrze. Wyobraź sobie, że właśnie jest wiosna. Ptaszki wesoło ćwierkają, powiewa delikatny wietrzyk. Jest słonecznie, ale nie gorąco. Idziesz sobie polną dróżką nie opodal lasu. Ziemia jest wilgotna, to pozostałość nocnego deszczyku. Jak sam dobrze wiesz, musi trochę podlać by coś mogło później urosnąć. Jest południe, a Ty właśnie wybrałeś się na spacer. Wszystko jest w jak najlepszym porządku, tak? Przyjrzyj się uważniej, a zobaczysz jak wszystko dokładnie spierdolone jest.
Gdyż wtem słyszysz, prawie niesłyszalne zawodzenie, z tej o to kępy zarośli. Podchodzisz bliżej, wiedziony ciekawością. Podchodzisz i Twym oczom ukazuje się ten o to obraz...
Okazuje się, że te koszmarne jęki dochodzą spod ziemi. Pod stertą gruzu i ziemi odnajdujesz ciało. Jeszcze żyje. Patrzy na Ciebie wzrokiem, błagającym o pomoc. A może prosi Cię o zadanie szybkiej śmierci... Skatowanemu cieknie z nosa i uszu smużka krwi. Cały jest posiniaczony, ma problemy z oddychaniem. Późniejsza sekcja zwłok powie Ci, że miał połamane niemal wszystkie kości czaszki. Jego kat z całych sił bił go po głowie ciężkim przedmiotem. Może nawet młotkiem. Całe ciało miał pokryte rozległymi sinymi pręgami. Morderca musiał go kopać. Ale nie myśl sobie, że to był jedyny raz. O nie. Katowany był od dni, tygodni, miesięcy lub nawet lat. Dowodem na to są ubytki włosów, zrogowacenia kończyn, na wskutek wielokrotnego złamania i braku odpowiedniego leczenia. Przez to był kulawy na jedną nogę. Miał chorobę skóry. Wyobraź sobie jak wiele cierpienia dało mu życie. Jak wiele zła otrzymał od najprawdopodobniej najbliższej mu osoby. Wiedz, że po przewiezieniu nieszczęśnika do szpitala, bezradny lekarz odebrał mu jakiekolwiek szanse przeżycia.
Pomyśl sobie teraz, że sprawcy grozi za to tylko do trzech lat pozbawienia wolności, jeżeli w ogóle go znajdą i skażą.
Widzisz go? Widzisz, w jakim jest stanie, Co oprawca z nim zrobił? Widzisz go? Bo ja tak. Widzę wyraźnie. A teraz inne zadanie.
Teraz wyobraź sobie, że jest człowiekiem...

Mała szkodliwość czynu

Było ciepłe lato, choć czasem padało...
Był uroczym, kudłatym, czarnym kundelkiem. Miał zabawną mordkę, dobre oczy i oklapnięte uszy. Sięgał do kolan. Fafik słynął ze swojego przywiązania do państwa, a także ze swojego spokoju. Nie szczekał na ludzi, nie uganiał się za przejeżdżającymi w pobliżu samochodami, czy pociągami. Nie miał w zwyczaju gryzienia wszystkiego, co znalazło się w zasięgu jego zębów. Zawsze trzymał się w pobliżu, a gdy się do zawołało, natychmiast podbiegał, ostentacyjnie merdając ogonem.
Lecz, jak ogólnie wiadomo, człowiek zmienny jest. I gdy nadszedł czas, że pies po prostu znudził się któregoś dnia, córce właścicieli, jasnym stało się, że trzeba jakoś rozwiązać problem. Postanowiono, że pies musi odejść. A, że z oddaniem zwierzaka do schroniska wiązało się tłumaczenie dlaczego, wypełnianie papierów, przebadanie oraz niepotrzebna strata czasu, pan postanowił załatwić „sprawę" od ręki (niemal dosłownie). Z niczego nie podejrzewającym Fafikiem udał się pewnego dnia na przejażdżkę.

Czytaj więcej...